Protezy miłości własnej i sposoby na zapełnianie pustki wewnętrznej
Każdy z nas ma taką sferę życia, w której czuje się nie do końca
wartościowy, a za to w innych odnajduje się całkiem nieźle. I tak, jak
lepsze zmysły rekompensują te niedomagające, tak samo my czasem w niektórych obszarach nosimy
„protezy” miłości własnej oraz poczucia wartości.
Niestety, czasem przybiera to niezdrowe formy. Problem jest jest jeszcze większy, gdy brak poczucia własnej wartości oraz pustka przeważają w naszym życiu, a my nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę. Można wtedy, opierając się na swoich dobrych stronach, zbudować całą fałszywą personę, niejako kolosa na drewnianych nogach.
Ja, na przykład, uważając się za osobę inteligentną i wykształconą, nadrabiałam swoje braki w innych sferach (w moim własnym mniemaniu) ciągłym dokształcaniem się, co objawiało się kończeniem kolejnych kierunków studiów, kursów, kupowaniem setek książek itd.
Można by powiedzieć „a co w tym złego?” Otóż cała sprawa rozbijała się o intencję: u podstaw mojego ciągłego dokształcania się (czego przez długi czas nie byłam świadoma), była często chęć ukrycia moich kompleksów w innych sferach, poprzez wykorzystanie do tego persony osoby mądrej, oczytanej, a nie zawsze moją motywacją była wola nauki w sferach, które mnie żywotnie interesowały.
Ktoś inny może ładować swój czas, energię i pieniądze w wygląd, karierę, zasoby materialne, a inny jeszcze wejdzie w rolę ratownika i sługi i będzie budował poczucie wartości na tym, jaki „dobry” jest dla innych i jak bardzo się poświęca.
Oczywiście są też i inne, o wiele mniej przystosowawcze metody na unikanie pustki w sobie i braku miłości do siebie. Uzależnienia, toksyczne relacje, bieda, ładowanie się w problemy (wszak, ciągle mając jakieś problemy, nigdy nie musimy się skonfrontować z dojmującym poczuciem braku sensu życia, bo bez ustanku z kimś lub czymś walczymy, albo od nich uciekamy), pracoholizm itd.
Jak więc widzisz, pozornie pozytywne działania, takie jak dokształcanie się, angażowanie się w rozwój duchowy, pomaganie innym, mogą być całkiem zwodnicze, jeśli wynikają z niewłaściwej intencji. Czasem możemy sfingować (oraz po części zmarnować) dużą część życia w oparciu o takie destrukcyjne motywy i zreflektować się dopiero po latach. Jeśli jednak zauważysz tego typu zachowania u siebie, nie czyń sobie wyrzutów. Każdy z nas robi co może i zawsze jest najlepszą wersją siebie. Dobra wiadomość jest taka, że każdy dzień to kolejna szansa, żeby zacząć wszystko od nowa 