Lęki, autosabotaż
Czasem, kiedy musimy podjąć naprawdę istotne działanie, które zmieni nasze życie na wielu polach, a przy tym również wpłynie na innych, zaczynają nas paraliżować różnego rodzaju lęki i nagle „znikąd” pojawiają się przeszkody nie do pokonania. Wydają się one być tak znaczące i tak paraliżujące, że zawsze odkładamy określone działanie „na jutro” i w efekcie nigdy się go nie podejmujemy. Jednakże, jeśli zajrzelibyśmy w to wszystko głębiej, to by się okazało, że jest jeden główny obszar, którego dotyczą wszystkie te lęki, a reszta to tylko wymówka, która z powyższych lęków wynika, a także wtórnie je karmi.
Gdy spojrzymy na to z tej perspektywy i uczciwie zajrzymy w siebie, możemy „wyrwać chwast z korzeniem” zamiast tylko go ciągle przycinać i udawać, że go nie ma.
Rozważmy taki przykład. Od lat mieszkasz wraz z rodziną w domu teściowej, która, mówiąc w skrócie, jest osobą toksyczną. Od samego początku masz takie myśli, że należałoby się przeprowadzić „na swoje”, ale ciągle dzieje się coś, co to uniemożliwia: choroba dziecka, utrata pracy, inflacja, która blokuje możliwość wzięcia kredytu i godne życie we własnym domu itd. To są jednak tylko zewnętrzne i na pozór obiektywne przeszkody. Natomiast, za nimi może się kryć również szereg twoich wewnętrznych przekonań na temat samego siebie jak np. „nie dam rady”, „jestem beznadziejny”, „nie znam języków obcych”, „nie mam doświadczenia w pracy” itp.
Tak naprawdę więc pierwotny jest lęk przed wzięciem odpowiedzialności za życie swoje i swojej rodziny, wynikający z niskiego poczucia wartości, a reszta to już tylko skutki, a nie na odwrót. Spójrz na to uczciwie: to nie brak pracy powstrzymuje cię przed wyprowadzką od teściowej, a właśnie (nieświadoma) chęć tkwienia w tej wątpliwej strefie komfortu sprawia, że faktycznie nigdy nie znajdziesz pracy. I teoretycznie, na poziomie świadomym, możesz podejmować różne działania żeby tę sytuację zmienić (np. ciągle wysyłasz CV do potencjalnych pracodawców), ale „jakimś sposobem” zawsze się to okazuje bezskuteczne.
Ludzie mogą trwać latami w takim samooszukiwaniu się i szukaniu wymówek. Powyższy przykład może być całkiem delikatny w porównaniu do sytuacji, gdy ktoś np. akceptuje przemoc fizyczną, psychiczną, finansową wobec siebie i dzieci, ponieważ chce uniknąć pracy nad sobą i wzięcia życia w swoje ręce. A jeszcze gorzej, gdy taką sytuację tłumaczy tzw. dobrem dzieci.
Spójrz dzisiaj w jakich obszarach oszukujesz i sabotujesz samego siebie i stwórz plan naprawczy. Nie ma na co czekać. Nikt tego za ciebie nie zrobi, a jeśli potrzebujesz w tym pomocy – zapraszam cię do współpracy.