Jeśli z czymś walczysz, to to walczy z tobą
Często mówimy, że z czymś walczymy. Problem polega na tym, że jeśli z kimś lub czymś walczysz, to ten ktoś lub to coś też z tobą walczy. I im mocniej uderzasz, tym bardziej sam jednocześnie obrywasz, o czym zresztą mówi III zasada dynamiki Newtona: „Jeśli jedno ciało działa siłą na drugie ciało, to drugie ciało działa siłą na pierwsze. Siły wzajemnego oddziaływania mają takie same wartości, ten sam kierunek, przeciwne zwroty i różne punkty przyłożenia.” Innymi słowy, jeśli w coś uderzasz, to to w ciebie uderza z taką samą mocą. Jeśli więc np. lekko uderzysz w stół, to twoja ręka odczuje to delikatnie, ale za to jeśli uderzysz mocno, to poczujesz duży ból.
Skoro więc walczysz z chorobą, to choroba walczy z tobą i nigdy nie wyzdrowiejesz. Jeśli walczysz z biedą, to bieda kontratakuje i cię czyni swoim zakładnikiem. Jeśli walczysz z systemem, to system walczy z tobą, a jako że jest o wiele większy i silniejszy, to możesz się wpakować w poważne kłopoty. Wszak, „kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie”. Czy wobec tego trzeba przejść w przeciwny biegun i poddać się? Nie, żadna ze skrajności nie jest dobra, ponieważ wtedy bezustannie kręcisz się w kołowrotku pomiędzy rolą kata i ofiary, przy czym tak naprawdę jesteś katem i ofiarą dla samego siebie, a świat zewnętrzny tylko ci dostarcza tego, na co złożyłeś „zapotrzebowanie”. Jeśli więc uderzysz stół, to stół uderzy ciebie tak samo mocno.
Wyjście z reakcji typu „walcz lub uciekaj” może być bardzo trudne, jako że od dziecka raczej nie słyszysz o tym, że możesz się wyluzować, bo wszystko płynie, tylko raczej, że życie jest ciężkie i że trzeba walczyć o przetrwanie (zdobywać pieniądze w pocie czoła, walczyć z chorobami, uczestniczyć w wyścigu szczurów, udowadniać swoją wartość itd.). Ten świat wygląda troszkę jak dżungla – są silniejsi i słabsi i albo rządzisz, albo będziesz rządzony… Odpowiedzią na to jest wyjście poza „zwierzęce” reakcje gadziego mózgu (wszak odpowiedź typu „walcz lub uciekaj” jest czysto instynktowna i służy nam do przetrwania). A jak iść w kierunku odpuszczenia i akceptacji? Jeśli przez całe życie byłeś w trybie walki, to może być to trudne. Odpowiedzią jest jak zwykle poddanie się nurtowi Źródła, podążanie za podszeptami duszy, umacnianie w sobie przekonania, że każdy z nas jest zaopiekowany i że wszystko dzieje się tak, jak ma się dziać. Oczywiście, nie ma to się odbywać na zasadzie zaprzeczania rzeczywistości (udawania, że wszystko jest super, choć faktycznie już dawno się zawaliło), ale w formie stałego oddawania się w opiekę Bożą i proszenia z ufnością o prowadzenie. Nie zapominaj przy tym, że każdy z nas ma momenty zwątpienia, zniechęcenia, a także rozpaczy, więc nie biczuj się, jeśli i tobie się to czasem zdarzy.