Kiedy ciągle na niego czekasz…
Czekasz, aż wreszcie znajdzie dla ciebie czas.
Czekasz, aż wreszcie napisze.
Czekasz, aż wreszcie się oświadczy.
Czekasz, aż wreszcie zacznie przynosić ci kwiaty.
Czekasz, aż wreszcie zacznie cię szanować.
Czekasz, aż wreszcie zostawi żonę / kochankę.
Czekasz, aż wreszcie zacznie się angażować w sprawy domowe.
Czekasz, aż wreszcie przestanie kłamać.
Czekasz już „wieki”… A co on w tym czasie robi? Co tylko chce… Realizuje swoje potrzeby i swoje marzenia. Za to ty swoje odkładasz, bo nie masz czasu, energii, siły, zasobów, ponieważ ciągle musisz wykonywać robotę za dwoje, ogarniać dom i dzieci, a ponadto masz pracę… Czasem w takim niespełnieniu trwasz miesiące, lata… Czekasz, aż on zrealizuje wszystkie twoje potrzeby, ale to nigdy nie następuje. Tak samo, jak w dzieciństwie wyciągałaś ręce do mamy / taty, a oni nigdy nie przychodzili lub też przychodzili z rzadka albo nie tak, jak należy…
Dziś zrób sobie bilans zysków i strat w tym związku. Co zyskujesz będąc z mężczyzną, na którego liście priorytetów jesteś het, het daleko za wszystkim innym? Spójrz na to uczciwie. Co / kto cię powstrzymuje przed realizacją swoich potrzeb i czy to na pewno jest on? A może wygodniej jest nic nie robić, a tylko narzekać? Jeśli tak, to przyznaj to sama przed sobą, ale wówczas przestań wieszać na nim psy.
W drugiej kolejności, zrób listę swoich potrzeb, które on według ciebie powinien zaspokajać. I znowu, spójrz na tę listę świeżym okiem. Ile z tych rzeczy to TWÓJ obowiązek: kochanie siebie, szanowanie siebie, docenianie siebie? Jeśli sama siebie nie kochasz i nie szanujesz, to jak masz zamiar „wyegzekwować” to od innych? Zobacz też, czy przypadkiem nie oczekujesz od partnera niemożliwego, czyli realizacji swoich niespełnionych potrzeb z dzieciństwa: chciałabyś być jego księżniczką, którą on będzie wielbił, utrzymywał, stawiał nade wszystko, ratował itd.? Spójrz, ile jeszcze w tobie małej, niespełnionej, niekochanej, niedopieszczonej dziewczynki. Taka postawa potrafi odstraszyć niejednego mężczyznę, a także potencjalne koleżanki i przyjaciółki. Z pewnością każda z was zna chociaż jedną taką kobietę. Jak na nią reagujecie? Macie chęć uciekać, nieprawdaż? A dlaczego? Ponieważ jest to emocjonalna studnia bez dna. Jeśli więc zauważasz w sobie taką nieukochaną dziewczynkę, to czym prędzej wybierz się na terapię.
I na koniec, choć nie mniej ważne: czy jasno zakomunikowałaś mu swoje potrzeby? I nie mówię tu o codziennym gderaniu i pretensjach, a o zdrowej, jasnej komunikacji. A jeśli on dalej ma cię w „głębokim poważaniu”, to czy postawiłaś mu granice (i znowu, ma to być stawianie granic, a nie szantaż, agresja itd.)? I co zrobiłaś, gdy mimo to nadal nic się nie zmieniło? Niech zgadnę, zacisnęłaś zęby i wróciłaś do odwalania roboty za dwoje, a twoja frustracja rośnie i rośnie. Wróćmy więc do pierwszego pytania: jaki jest twój bilans zysków i strat w tym związku? Jeszcze nie słyszałam, żeby „bycie z kimś dla świętego spokoju” faktycznie przyniosło komukolwiek spokój.
Dlaczego więc on miałby cokolwiek zrobić lub zmienić, skoro ty cały czas to tolerujesz (tylko błagam, nie mów mi, że sam się powinien domyślić)? I jeszcze raz podkreślam, wieczne gderanie nie oznacza, że wyrażasz niezgodę na jego konkretnie działanie lub brak działania, bo przecież, mimo gderania, zaciskasz te zęby i zabierasz się za robotę. Jeśli więc ty wszystko za niego ogarniasz, to po co ma się wysilać? Z drugiej strony, jeśli jest na odpowiednim poziomie dojrzałości i zależy mu na tobie, to zdrowe postawienie granic powinno zadziałać. Mężczyźni naprawdę bardzo pozytywnie reagują na racjonalne prośby! A jeśli twój ukochany ani nie jest na odpowiednim poziomie dojrzałości, ani też nie zależy mu na tobie i stawianie granic nic nie daje, to po co nadal z nim jesteś???